MISTRZOSTWA ŚWIATA W BIEGACH GÓRSKICH STYLEM ALPEJSKIM ANDORA 2018

Mateusz Semper – podopieczny trenera Wiesława Paszty był reprezentantem Polski podczas zakończonych 16 września Mistrzostw Świata w biegach górskich. Mateusz podzielił się z nami swoją relacją z tego wydarzenia:
„31 MIEJSCE na mistrzostwach ŚWIATA w biegach górskich stylem alpejskim i 9 MIEJSCE drużynowo! Mistrzostwa jak zwykle były absolutnie niesamowitym przeżyciem, pełnym nowych doświadczeń, z których najlepiej chyba wyryje mi się w pamięci starcie z tak ogromną wysokością. Dawała się we znaki już na rozgrzewce kilka kroków od startu, który znajdował się na wysokości niecałych 2000 m n. p. m. Truchtałem chyba nawet powyżej 6 min/km. Chwilę przed 10:00 zaczęło się odliczanie. Napięcie rosło. I jest! Długo wyczekiwany start. Pierwszy odcinek stanowiło 600 m podbiegu po górskiej hali (patrz zdjęcie). Wiedząc, że później rozpocznie się 800 m zbiegu (którego teoretycznie nie powinno być w biegu stylem alpejskim), ruszyłem mocno, wiedząc, że chwilę później odpocznę. Gdy biegliśmy w dół, dalej wyprzedzałem przeciwników. Po Macedonii, zauważyłem jak bardzo słabo wypadam na zbiegach i przy każdej sposobności ćwiczyłem technikę tego elementu. Jak się okazało nie na marne, gdyż po raz pierwszy to ja mijałem przeciwników, a nie oni mnie. Dotarliśmy do ścieżki, która niczym droga nad reglami, przebiega w poprzek zbocza. Odcinek ten bardziej przypominał przełaje niż biegi górskie. Biegłem spokojnie usiłując zachować luz na ścianę, która miała się pojawić w drugiej połowie trasy, tak więc po prostu trzymałem pozycję i tylko na krótkich ok 100 m podbiegach, które się pojawiały od czasu do czasu wyprzedzałem przeciwników. Wysokość zaczęła dawać się we znaki. Co prawda już na 1 km od startu niektórzy strasznie sapali, ale i mi rozrzedzone powietrze zaczęło zaciskać pętle po 2 km. Rozpoczęła się komiczna sytuacja. Przyspieszenie w połowie trasy (jakoś ponad 3,5 km) przypłaciłem tym, iż nagle mnie odcięło i musiałem zacząć truchtać. Po chwili, gdy oddech się uspokoił, znów ruszałem mocno na rozpoczynającą się „ścianę”, mając w świadomości rangę zawodów i ilość siły w nogach, po czym momentalnie „zaciągał się ręczny” zmuszając mnie do przejścia na tzw. chód pirenejski. Sytuacja powtarzała się co chwilę i tworzyła śmiesznie wyglądający z boku interwał. Co ciekawe, nie tylko ja tak biegłem, a zdecydowana część juniorów wokół mnie. Na końcu wspinaczki tak przyspieszyłem, czekając na zbliżający się odcinek łagodnym grzbietem, iż na prawie płaskim odcinku musiałem zacząć iść. Wiele osób popełniło ten sam błąd. Pokonując ostatnie metry paroksyzm spowodował, iż lekko ciemniało mi w oczach. Miałem kolkę, ale moje tempo spokojnie pozwalało mi biec i uciskać ręką bolące miejsce. Na ostatnich 30 metrach zebrałem się na sprint, by nie pozwolić odebrać sobie pozycji jak rok temu. Marcin Kubica ukończył bieg na 20 miejscu, a Michał Izydorek na 40. Niemcy wyprzedzili nas jednym punktem. Jest to mimo wszystko jeden z najlepszych występów Polskiej reprezentacji juniorów, kiedy zawody odbywały się na takiej wysokości”